Artykuł z dn. 09.12.2022
Przedświąteczna prośba do wszystkich miłośników zwierząt
Jak długo i jak często właściwie można pisać ”w kółko” na ten sam temat, jak trafić do umysłów i serc, żeby coś zdziałać, żeby pomóc, wszystkich nas uświadomić, a nie przynudzać, i do tego w temacie i problemie, o którym właściwie każdy wie lub ma jego mniejszą lub większą świadomość. To temat, o którym wolelibyśmy nie wiedzieć. Ale to też temat, który jest rzeczywisty i cały czas aktualny. Odpowiedź brzmi – trzeba pisać i mówić bez końca, aż nastąpią pozytywne zmiany i stosowne regulacje.
Takie pytania jw. narzucają się same ze względu na fakt, że niestety nie osiągnęliśmy naszym (osamotnionym) zaangażowaniem w ostatnim roku niczego poza reakcjami typu, że to fajna sprawa co robimy, tak to straszne jak cierpią zwierzęta, inni mówili, że nie chcą nawet o tym słyszeć lub że i tak nie można niczego zrobić i niby jak można pomóc?
To jest fatalne podejście do problemów, kiedy się wydaje, że w ciężkich sprawach nie można niczego zmienić, tylko trzeba zaakceptować stan faktyczny.
Nic bardziej błędnego. Można zmienić i to bardzo wiele, ale trzeba chcieć. Wystarczy małym nakładem wyłącznie własnej woli, w tym przypadku własnej chęci, zmienić i wpłynąć korzystnie na los zwierząt hodowlanych.
Jak? Np. podczas codziennych zakupów kupować mniej mięsa i przetworów mięsnych, a te z kolei wybierać konsekwentnie i wyłącznie z oznaczonych źródeł pochodzenia (to sprawa, o którą chcemy wnioskować aby takie prozwierzęce pochodzenie produktów, czas chowu, długość życia, odległość transportu do ubojni były jasno oznaczone na opakowaniach produktów pochodzenia zwierzęcego) i aby takie informacje były wiarygodne i były gwarancją pochodzenia produktów powstałych z poszanowaniem dobrostanu zwierząt (są już takie produkty, które mają opisy o pochodzeniu, ale nie informują o transporcie czy uboju, a są takie które posiadają tylko nazwy firmy handlowej, a to absolutnie nie to samo! Nazwa firmy handlowej nie ma znaczenia). W innych krajach Europy jest dużo więcej produktów, które posiadają dokładne deklaracje.
Kolejne Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok już nadchodzą ale bez radosnych wieści i bez pozytywnych regulacji lub przepisów, które wniosłyby coś pozytywnego odnośnie lepszego traktowania zwierząt hodowlanych.
Jak każdego roku w ciemnych przyczepach trzęsąc się ze strachu i z zimna, kolejne setki tysięcy zwierząt jadą (przeważnie nocą) na rzeź, jedne 100km, inne 500km lub jeszcze dalej dla kiełbasek, szynek, czy udek z kurczaka w przecenie. Pamiętajmy o tym widząc transporty zwierząt – one jadą na śmierć a nie na „wolne wybiegi” czy do „zagrody babuni”.
Ciągle słyszymy i widzimy w reklamach sklepów ALDI, Kaufland, Lidl, Biedronka, Dino czy innych sieci handlowych – że teraz jest jeszcze taniej, jeszcze więcej i za „jeszcze taniej”. Ale po co właściwie? Bo łatwiej tanie jedzenie wyrzucić? Mało kosztuje to jest mało warte – zasada, o której mówi stare przysłowie i w tym wypadku trafia w 10-kę.
Co osiągnęliśmy naszym apelem do sieci handlowych? Odpowiedź brzmi – niestety NIC – poza pustą pisaniną działów komunikacji z klientem i odpowiedzi sieci handlowych, że wszystko jest w najlepszym porządku, wszystko jest kontrolowane i oczywiście będzie jeszcze lepiej – ale kiedy i niby co się zmieni? Sieci handlowe milczą i nie udzielają nikomu wnikliwych odpowiedzi i wyjaśnienia jak przebiegają audyty czy kontrole produktów BIO, EKO (poza analizą jaką karmę dostają zwierzęta), czy też kim są w ogóle te kontrolujące firmy i jak weszły w posiadanie swoich „kompetencji”. Zatem sieci handlowe lub fast-foodowe po prostu tego nie wiedzą i ich to nie interesuje. Dalej robią swoje. A ci co powinni faktycznie pytać wolą nie pytać. Sprzedają produkty z wirtualnych wolnych wybiegów, szczęśliwych zagród, itp. Sprzedają iluzję i stosują marketingowe triki, które mają na celu dać „dobre sumienie”. Ale dlaczego? Przecież nie zbiednieją z powodu działań z poszanowaniem życia zwierząt, a i ich wielomilionowe, a nawet wielomiliardowe majątki (producentów i sieci handlowych czy fast-foodowych) się nie skurczą. Co by się zmieniło gdyby np. 1% ze sprzedaży wszystkich artykułów pochodzenia zwierzęcego trafiał do tych, którzy lepiej traktują zwierzęta i zaniechali wyzysku np. z ich niehumanitarnego, brutalnego traktowania? Z pewnością opłaciłoby się żyjącym z tej branży hodowcom i firmom transportowym lepiej traktować zwierzęta. Ubojnie raczej nie wykazałyby zainteresowania, nie za 1%.
Przykry i zadziwiający jest też brak chęci zaangażowania się w nasze działania i brak zainteresowania naszym tematem prasy (również tej, która chętnie publikuje prozwierzęce artykuły) – pomimo pisemnych próśb o pomoc i zaangażowanie się w sprawy transportu czy ubojni – nie wzbudziliśmy zainteresowania. Z drugiej strony odpowiedź na tą niechęć i „ciszę” jest prosta – wystarczy zadać pytanie kto płaci za reklamy i jest jednym z głównych sponsorów np. spotów reklamowych, programów rozrywkowych, transmisji rozgrywek sportowych –nazwy można przeczytać i zobaczyć: np. Tarczyński, Sokołów, sieci handlowe oraz fast-foodowe.
Potęgi finansowe zbudowane na niedoli zwierząt teraz weszły na salony, trafiły w szeregi elit kultury i polityki. Przerażająca rzeczywistość! Kraj sterowany takimi Nikodemami Dyzma.
Podobnie na „beton” trafiliśmy u organizacji prozwierzęcych, do których wysłaliśmy nasze pytania; na nasze próby nawiązania kontaktu one też milczą. Wszyscy siedzą cicho! Metoda niczym z mafijnych zasad; nie mówisz, nie pytasz, nie angażujesz się – temat sam wygaśnie. Ale tak być nie może! To nie jest jakiś temat tylko prawdziwe cierpienie i brutalna rzeź!! Zwierzęta cierpią jak my, nie inaczej. Tak samo się boją i tak samo umierają (podkreślamy bez końca – pamiętajmy o tym widząc transporty żywych zwierząt – dokąd i w jakich warunkach jadą!). A sprawców nie ma i nikt nikogo nie ukarał za takie postępowanie. Niestety mało kto zgłasza takie wykroczenia złego traktowania zwierząt np. podczas transportu, ale jak ktoś źle zaparkuje to każdy bardzo chętnie taki przypadek donosi do odpowiednich służb.
Czy jest edukacja dzieci w tym względzie – zero! Niedługo 6-latki będą umieć, dzięki nowemu systemowi edukacji, składać karabin maszynowy ale nie będą nic wiedzieć o pochodzeniu jajek czy parówek.
O tym trzeba pamiętać – bo my zabijamy dla nadmiaru, dla zysku, a nie z głodu czy życiowej potrzeby!
Rażące znęcanie się w tym radosnym, miłym dla nas świątecznym czasie dotyczy też ponadnormatywnie ryb, a całorocznie zwierząt futerkowych (teraz jednak szczególnie, bo mają piękne zimowe futerka i są takie słodkie i milutkie, w sam raz do zagazowania lub rażenia prądem). Ryby giną dla tradycji (ale tradycja nie mówi o tym, że mają się dusić i ginąć w plastikowym worku), natomiast futerkowce giną tylko z ludzkiej próżności – kto kupuje futra? Rosjanie i inni prymitywni ludzie! Ale nasz kraj i politycy taką hodowlę i handel tolerują! Pieniądz nie śmierdzi!
Dlaczego w ludziach oburzenie wzbudza zabijanie nosorożca dla jego rogu czy słonia dla kłów, a ignoruje się zagazowywanie i rażenie prądem lisów, norek i szynszyli lub rozcinanie na wpół żywych świń i krów czy ładowanie żywych ryb w wyżej wymienione foliowe worki? Wszystko za zgodą przepisów i polityków, weterynarzy i instytucji kontrolujących, które mają potwierdzić (i potwierdzają!) czy wszystko przebiega prawidłowo – skandal!
Jak można być obojętnym wobec losu zwierząt hodowlanych, a właściwie wspierać ich tragedię swoim brakiem zaangażowania? Bo i tak je zabijemy, więc po co się starać? Bo są cicho? Bo nikt ich nie broni? Bo kogo to obchodzi? Bo nasze starania i tak niczego nie zmienią? Takie podejście, przy całym współczuciu i wielkiej empatii do innych problemów, wydaje się być niezrozumiałe. Pomagamy biednym psom, z narażeniem życia, na Ukrainie, słoniom w Afryce, itd. a bijemy, kopiemy i męczymy swoje krowy, świnie, kury, indyki, kaczki, króliki, ryby i zwierzęta futerkowe. Bezkarnie! I to za społecznym przyzwoleniem! Nasz rząd, nasz kraj czerpie z tego również gigantyczne zyski!
Apelujemy i prosimy – nie odwracajmy wzroku od takich procederów i szanujmy to co kupujemy. Zaangażujmy się w naszą osobistą darmową pomoc zwierzętom hodowlanym poprzez przemyślane zakupy lub, jeżeli ktoś ma silną wolę, zrezygnujmy z mięsa w ogóle.
Warto właśnie teraz w czasie wzrostu cen i ciężkiej sytuacji gospodarczej, kiedy ceny mają duże znaczenie, zwracać też uwagę na towary i produkty zwierzęce pod kątem nie tylko ich ceny i ilości, ale ich pochodzenia i sprawdzać czy cokolwiek w opisie tego lub innego produktu wskazuje, że można uznać, iż powstały one z poszanowaniem życia tych zwierząt. Takie produkty wybierajmy. Nie patrzmy tylko na to ile czegoś w danej cenie dostaniemy ale też co kupujemy!
Nasza ignorancja i nasze nieinteresowanie się tematami odnośnie losu zwierząt hodowlanych, czyli hodowli, transportu i uboju z jednej strony, a z drugiej tworzenie i wspieranie różnego rodzaju inicjatyw prozwierzęcych jest niespójne i obłudne. W takiej niespójnej sytuacji i braku woli angażowania się w działania i apele (jak nasze) każdy producent, hodowca, prezes sieci handlowej czy ubojni będzie tylko drwił z tego typu akcji, apeli i inicjatyw. Oni są zwarci, zdecydowani i potrafią sterować całym rządem oraz politykami i nie trafiają przy tym na żaden opór. My konsumenci jesteśmy tylko płatnikiem, który nawet o nic nie pyta.
Transport i rzeźnie to w ogóle inny, odrębny temat i całkowicie inny problem pozostający w cieniu zainteresowań (kto chce się w te transporty i obozy zagłady dla zwierząt w ogóle angażować?), podobnie jak nadzór weterynaryjny czy sanitarny (zarabiają najwięcej na hodowlach i rzeźniach). Cały mechanizm od hodowli przez transport i ubój jest po prostu organizacją hermetyczną, bardzo bogatą, miejącą władzę i przy tym niebezpieczną. Za oprawcami płyną miliardy złotych, które zamykają usta i politycy padają przed nimi na kolana. Każdy temat prozwierzęcy jest wyciszany.
Prawdziwa siła i sprzeciw tkwi tylko w nas konsumentach niezależnych od potęgi finansowej i lobby przemysłu spożywczego, handlu czy fast-foodów – jednak to my czynimy ich bogatymi i silnymi naszymi małymi zakupami tanich udek z kurczaka kupionych w przecenie, jajkiem i hamburgerem czy hot-dogiem.
Nie kupujmy bezmyślnie!
Zatem przynajmniej kiedy dokładnie sprawdzamy produkty i patrzymy na ich cenę, na gramaturę czy ilość parówek w opakowaniu albo wielkość jajek w pudełku wybierzmy produkt, który, jak wyżej opisano, zawiera w opisie jakieś wskazówki dot. chowu, uboju, długości życia zwierząt i wydaje się nam bardziej prozwierzęcy. Producenci, którzy się tym szczycą chętnie umieszczają na etykiecie informację, która wspomina o życiu tych zwierząt, a może nawet o adresie hodowcy (na pewno nie sugerujemy się adresami firmy handlowej czy pośredniczącej w sprzedaży kiełbas czy jajek, bo to tylko pośrednicy, którzy liczą zyski i wymieniają faktury a nie sprawdzają istnienie „wolnych wybiegów”, itp.).
Pamiętajmy i podkreślamy to raz jeszcze, iż symbole BIO, EKO, „wolne wybiegi” czy słowa „domowy”, „zagrodowy” nie mają prawie nic wspólnego z dobrostanem zwierząt, podobnie jak nazwa „majonez babuni” czy „szynka babuni” nie mają nic wspólnego z babunią. To tylko slogany reklamowe, które maja wzbudzać pozytywne emocje i są wymyślone przez specjalistów od marketingu.
Teraz jest drogo i właściwie bardzo dobrze, że tak jest, bo być może właśnie taka sytuacja i wysokie ceny nauczą nas konsumentów szacunku do artykułów spożywczych i przemyślanych zakupów artykułów mięsnych i pochodzenia zwierzęcego i da to jakiś mały przełom. Może właśnie ten ciężki czas doprowadzi do ograniczenia zakupu produktów zwierzęcych „na oślep” tylko z takiego powodu, że jest dużo i tanio. Może zmniejszy się popyt, jak również ograniczy szaleństwo masówki hodowlanej, transportów i przemysłowego zabijania na gigantyczną skalę. Może mięso nie będzie wyrzucane do śmietników tylko dlatego, że było jego za dużo i było tanio kupione. Może nabędziemy pozytywne nawyki.
Może największym cudem Świąt Bożego Narodzenia jest to, że zwierzęta jednak w dniu Bożego Narodzenia nie mówią ludzkim głosem, bo Bóg im mowę odebrał wiedząc jaki los je spotka z naszych rąk.
Pozdrawiam wszystkich czytających ten artykuł i zainteresowanych przedstawionym tematem.
Prosimy też o Państwa komentarze, o wsparcie, propozycje i postulaty, a chętnych do wspólnej pomocy zwierzętom hodowlanym o nawiązanie współpracy z nami.
Jesteśmy również na facebooku pod adresem: smierczwierzatbeztorur.pl


Artykuł z dn. 14.09.2022r.
Szanowni Zainteresowani,
Z przykrością stwierdzamy, że oprócz mało znaczących i niekonkretnych odpowiedzi otrzymanych od sieci handlowych do dnia dzisiejszego żadna z tych sieci nie podjęła nawet próby współpracy lub dialogu z nami w kwestii pomocy zwierzętom hodowlanym i nie wyjaśniła nam, czyli wszystkim konsumentom, jak kontroluje tzw. prozwierzęce hodowle, transport zwierząt oraz ubój – bo po prostu nikt tego nie kontroluje i nikt nie sprawdza tego co kto deklaruje.
Spokojne sumienie mają koncerny handlowe, „no bo przecież dostawca oświadcza, że….”, a jakaś tam „firma audytowa oświadcza, że …………”.
Pieniądze płyną w gigantycznych kwotach dla wszystkich, którzy żyją z hodowli, uboju i transportu zwierząt i dla tych, którzy nimi handlują ale dla poprawy dobrostanu tych zwierząt nic nie robią i skąpią gdzie można.
Każdego dnia ta żywa „masa” zwierząt jest zabijana w najbrutalniejszy sposób i nikogo już to nie interesuje – to jest najwyraźniej produkt, a nie żyjące i cierpiące istoty.
Wydaje się również, że bardziej „opłaca się” dla organizacji prozwierzęcych zadbać i pokazać bezdomne psy, koty, niż angażować się w pomoc i kampanię na rzecz katowanych pałkami, łańcuchami i prądem świń, krów czy pokazywanie połamanych kości w czasie łapania i transportu kaczek, kurczaków, indyków. O rybach nawet się nie wspomina – wiadomo ryby głosu nie mają, a inne nie zdążą się poskarżyć.
Jeżeli ktoś przegląda naszą stronę prosimy o słowa wsparcia, propozycje, sugestie petycji do polityków i organizacji prozwierzęcych (jakich? tych, które są prawdziwie bezinteresowne).
Prosimy o podanie pomysłów oraz kontakt do organizacji zajmujących się taką problematyką.
Jedno jest pewne – bez silnego nacisku na sieci handlowe poprzez nasze przemyślane zakupy i wymogi co do pochodzenia produktów zwierzęcych lub bojkot produktów (tych bez określonych źródeł pochodzenia i adresów producenta) zwierzęta nie mają szans na pomoc w „lepszym i łatwiejszym” życiu i zabijaniu. Politycy „gadają” i za tym nie idzie nic – ostatecznie taka rola polityka – dużo mówić ale się nie wychylać.
Tylko my konsumenci, jak zawsze w historii, wymusimy zmiany.
Prosimy o kontakt!

Artykuł z dn. 15.06.2022
CZY ZDROWE JEDZENIE POCHODZI OD SZCZĘŚLIWYCH ZWIERZĄT I JAK POMAGAĆ ZWIERZĘTOM HODOWLANYM POPRZEZ PRZEMYŚLANE ZAKUPY?
Odpowiedź jest niestety jednoznaczna – ZDROWE JEDZENIE NIE POCHODZI OD SZCZĘŚLIWYCH I OD ODPOWIEDNIO TRAKTOWANYCH ZWIERZĄT.
Nie traćmy czasu i nie prowadźmy długotrwałych przemyśleń i dywagacji czy nasze większe czy mniejsze starania i zaangażowanie pomogą zwierzętom, tylko zmieńmy od zaraz przede wszystkim podejście do zakupu produktów pochodzenia zwierzęcego. W łatwy i bardzo znaczący sposób każdy może wspomóc i zadbać o dobro zwierząt, a przez to zadbać też o zdrowie własne, dzieci, rodziców, tak samo jak o zdrowie zwierząt domowych.
JAK NA CO DZIEŃ MOŻE POMÓC KAŻDY Z NAS? W PROSTY SPOSÓB
Poświęćmy trochę więcej czasu na przemyślane zakupy.
– Po pierwsze nigdy nie kupujmy tanich produktów bez precyzyjnych opisów i deklaracji pochodzenia, czyli kraj, „rejon”, może nawet nazwy gospodarstwa (są takie, które się szczycą swoją dobrą hodowlą), formy chowu oraz danych odnośnie długości życia zwierząt. W szczególności nie kupujmy bezimiennych produktów bez nazwy producenta. Nie kupujmy produktów, które zawierają jedynie wskazanie, że zostały wyprodukowane dla jakiejś sieci handlowej i nic więcej.
– Dlaczego tak ważne są pisemne deklaracje – bo pisemne deklaracje hodowcy zwierząt i producenta są zapewnieniem i formą gwarancji, które można zawsze próbować weryfikować, dają możliwość wyciągania konsekwencji, np. w przypadku kłamliwych oświadczeń i zapewnień. Bezimiennych produktów nie można w ogóle sprawdzić na zasadzie wiesz co jesz, i od kogo, bo niczego nie zapewniają i nie deklarują. Wtedy jemy co „oni” chcą. (To traktowanie konsumenta tak samo bez poszanowania i godności jak zwierząt, z których zrobiono te produkty).
Tanio i dużo to niestety = złe i niezdrowe – już na pewno bardzo złe dla zwierząt hodowlanych, a cierpiące zwierzęta, adrenalina, pasza szybkiego wzrostu, brak ruchu, brak światła, brutalny załadunek, tani stresujący transport – często bardzo długi i w ekstremalnych warunkach atmosferycznych, w ścisku a wszystko to zwieńczone rzezią bez odrobiny empatii – wszystkie te czynniki mają wpływ na jakość i wartości odżywcze produktów otrzymywanych ze zwierząt i w ten sposób traktowanych. Właśnie z tego powodu mamy często problemy zdrowotne takie jak nadwaga, nowotwory, zmiany miażdżycowe, itp. także nasi domowi zwierzęcy pupile.
Mechanizm działania sieci handlowych i fast-foodów jest prosty – jak tanio i dużo to ludzie i tak kupią – nieważne co to by było i jak żyło zwierzę. Tanio i dużo musi być – takie jest niestety myślenie większości nas kupujących, bo nie dostrzegamy niczego złego w produktach z ładnych reklam, w specjalnych ofertach czy przecenach, do tego ze stempelkiem czy znaczkiem eko, bio, bez GMO, naturalne itd. i dostajemy w niższej cenie jeszcze więcej. Dlatego unikajmy i nie kupujmy produktów na wyrost bez możliwie dokładnego opisu chowu lub certyfikowanego pochodzenia i zastanówmy się czy naprawdę aż tyle potrzebujemy.
Nie jesteśmy tak biednym społeczeństwem aby jeść śmieci, bo są w przecenie, lub rzucać się na superoferty. Zwierzęta opłacają to cierpieniem, a my zdrowiem.
Poświęcajmy trochę więcej czasu podczas zakupów aby zapoznać się z etykietą na opakowaniu. Warto dla dobra zwierząt i naszego zdrowia poświęcić parę minut więcej i zapłacić trochę więcej za zdrowsze jedzenie niż kupować na wyrost to powstałe na wyzysku i cierpieniu zwierząt.
Nie jest przy tym właściwie w ogóle istotne czy produkt jest bio czy eko, tylko czy jest wyprodukowany z poszanowaniem życia zwierząt. I tu jest problem, w tym tkwi całe nieszczęście zwierząt, że oprócz chowu to transport i ubój jest postępowaniem bez jakichkolwiek etycznych reguł.
Niestety takiego certyfikatu, który by te ostatnie etapy życia certyfikował, jeszcze nie ma, i dlatego o taki certyfikat się staramy, lecz do czasu jego pozyskania, jak wyżej wspominamy, deklaracje hodowcy i producenta są bardzo pomocne.
Nie znajdziemy takich „prozwierzęcych” produktów – nie kupujmy albo jeżeli naprawdę musimy to kupujmy absolutne minimum, które w danej chwili jest nam potrzebne lub kupujmy coś wegańskiego, co smakiem często nie odbiega od smaku mięsa i jest dostępne w dużej ofercie. Szukajmy też w małych sklepach w okolicy lub bezpośrednio u hodowców, których jest coraz więcej i są coraz łatwiej dostępni, tak samo jak to jest w przypadku warzyw i owoców, czy innych produktów na zasadzie „prosto od rolnika”.
Popyt reguluje podaż, więc takie działanie zmusi hodowców i handlowców, transport i ubojnie do zmian zgodnie z oczekiwaniem odbiorcy i dotyczy to szczególnie sieci handlowych i fast-foodowych, dla których istnieją i powstają ciągle hipermasowe hodowle setek tysięcy kurczaków, kaczek, indyków czy krów.
Kto uważa, że niemożliwa jest kontrola od narodzin aż po ubój niech przeczyta jak polskie hodowle i ubojnie pod dyktando (i to z iście aptekarską dokładnością) dokonują uboju rytualnego dla krajów islamskich czy Izraela. W tym przypadku nie ma rzeczy niemożliwych, braku kontroli, tłumaczeń, że coś się nie da. My w naszym kraju to bardzo rzetelnie wykonujemy, i to na światową skalę. Więc dlaczego nie stawiać wymogów w sytuacji, o którą my walczymy dla siebie samych i zwierząt?
Jest coraz więcej prozwierzęcych hodowli, małe gospodarstwa, przydomowe hodowle, które można znaleźć w internecie lub pocztą pantoflową, są targowiska, na których można próbować kupić produkty od szczęśliwszych i zdrowszych zwierząt bez horroru transportu i przemysłowej rzezi, ale musimy tego chcieć i omijać sieci fast-foodowe dopóki nie przedstawią w swoich reklamach i ulotkach stosownych, wiarygodnych deklaracji odnośnie hodowli, transportu i uboju. A jest to bardzo proste, gdyż sieci handlowe, jak i sieci fast-foodowe podpisują długoterminowe kontrakty z dostawcami na potężne ilości więc mogą stawiać wymogi i oczekiwać dostaw ze źródeł prozwierzęcych i dokonywać stosowych kontroli.
Ważne, aby takie gospodarstwa lub przydomowe hodowle, które postanawiają z powodów etycznych czy też nawet tylko aspektów finansowych, wspierać i doceniać, gdyż ci ludzie bardziej się starają i więcej inwestują w dobro zwierząt oraz dobro ludzi.
Dzięki rosnącej świadomości i wrażliwości nas wszystkich życie zwierząt może być łatwiejsze, lepsze, a jego koniec szybki i bez cierpień – długi transport w stresie, strachu jest strasznym cierpieniem a ubój przemysłowy to niewyobrażalna dla człowieka o zdrowych zmysłach brutalna rzeź.
Ważne, aby zawsze pamiętać kupując produkty zwierzęce w sklepie oraz jedząc w fast-foodowych restauracjach, że nawet jeżeli zwierzę żyło lepiej i dłużej u dobrego hodowcy to tej końcówki życia już nikt nie wspiera, nikt nie audytuje, nie kontroluje – a już na pewno nie rzetelnie. Więc co daje lepsze życie jeżeli zakończone jest ono straszną męką i brutalną śmiercią?
Reasumując trzeba wspierać popyt na produkty z dobrych hodowli i wspierać prozwierzęcy transport i rzeźnie, które dbają o poszanowanie zwierząt do ostatniej chwili ich życia. Zapotrzebowanie i moda na takie prozwierzęce nastawienie życiowe, przynajmniej w Europie, zmusi sieci handlowe i fast-foody do szybszego prozwierzęcego działania poprzez weryfikację hodowli, transportu, ubojni.
Ale my musimy tego chcieć, być chętni zapłacić trochę więcej i w ogóle zainteresować się tym tematem i z pomocą presji na sieci handlowe i fast-foodowe pozyskać lub stworzyć instytucje rządowe lub społeczne z uprawnieniami do wydawania certyfikatów odnośnie sposobu życia, transportu i uboju zgodnie z dobrostanem i poszanowaniem zwierząt, sprawdzać i kontrolować w terenie rzeczywistość hodowlaną aby to co zdrowsze dla nas było też lepsze dla bytu zwierząt do ich ostatniej chwili. Na takie cele muszą się znaleźć rządowe chęci i pieniądze.
Chcemy mieć jasne i przejrzyste informacje na produktach mięsnych, mięsie i rybach, jajkach i mleku, które mają się znaleźć na opakowaniu w postaci np. kodu kreskowego:
– Gdzie dane zwierzę się urodziło (zawężony rejon pochodzenia piskląt, cielaków, prosiaków, itd.)
– Gdzie dane zwierzę żyło (zawężony rejon, a nawet gospodarstwo czy hodowla jeżeli producent jest z niego dumny)
– Jaka firma transportowała i jak daleko transportowano zwierzęta (jaka jest odległość miejsca skupu zwierząt od ubojni, certyfikaty firm transportowych)
– Gdzie zostały zwierzęta zabite, certyfikat ubojni, informacja o tym kto odpowiada za kontrole i audyt procesów uboju w zakładzie.
Jak wspomniano powyżej to bardzo prosta sprawa, gdyż zwierzęta są już od samego początku swojego życia znakowane, kolczykowane i taki kod powstały na tej bazie informacji z okresu ich całego życia, mógłby każdy, kto posiada telefon komórkowy, dokładnie prześledzić i monitorować – proste!
Problem jest jednak w tym, że tak naprawdę, i pomimo deklaracji, prawie żadne ogniwo z łańcucha hodowli, transportu, ubojni nie chce takiej kontroli, gdyż zagraża to swobodzie niekontrolowanego podejścia do zwierząt (szczególnie podczas transportu i uboju), wyzysku i manipulowania opinia społeczną, nierzetelnych informacji lub w ogóle ich braku. Nagle żadna krowa, świnia, cielak nie będą anonimowe! Tak samo jak hamburger czy chicken wings będą miały swoją historię życia. Jajka, mleko można też kontrolować kodami kreskowymi, tak samo jak całe hodowle kur, firmy transportowe i proces uboju.
Finansowe aspekty takiego informowania konsumenta nie odgrywają dużej roli dla koncernów, firm transportowych czy ubojni, gdyż robią one corocznie 5-cio cyfrowe miliardowe obroty, i to w Euro!!!
O to będziemy i chcemy walczyć i będziemy się domagać takiej atestowanej kontroli, również od naszego rządu – nie gadania, a jasnych, prostych uchwał. O to prosimy też każdego, któremu życie zwierząt hodowlanych nie jest obojętne. Czy to ma szansę powodzenia? Czy to coś da? Trzeba walczyć aby wygrać lub nieść pomoc.
Co z lobby producentów, ubojni, firm transportowych, za którymi stoją miliardowe obroty? Nic, to kwestia czasu i będą robić to czego świat, czyli my, oczekujemy – bo to my kupujemy, my płacimy i my wymagamy, a oni zarabiają na naszych zakupach fortunę i budują swoją potęgę.
To byłaby nawet pewna optymalizacja i efektywność dla handlu, gdyż produkty będą produkowane i sprzedawane „pod klienta”, a nie ochłapy i niewiadoma jakość, która wyląduje na śmietniku i przyniesie stratę lub zminimalizuje zysk.
Zatem pamiętajmy widząc zakratowane transporty zwierząt – my jedziemy do domu a zwierzęta na rzeź. Jak może wyglądać ich życie i śmierć zależy tylko od nas i naszych reguł zakupowych oraz świadomości.
Informacje dla osób zainteresowanych długością życia zwierząt hodowlanych:
Kurczaka w hodowli: 3-4 tygodnie naturalna długość życia: do 10 lat
Świni w hodowli: ok 6 miesięcy, naturalna długość życia: do 20 lat
Krowy w hodowli: ok 15 miesięcy naturalna długość życia: do 20 lat
Cielaka jak się opłaca
Kaczki w hodowli: 8 tygodni naturalna długość życia: do 10 lat
Gęsi w hodowli: 110 dni, a nawet już 8 tyg. naturalna długość życia: do 20 lat
Indyka w hodowli: ok 16 tygodni naturalna długość życia: do 10 lat
Niebawem planujemy też zaproponować stronę z pomocnymi informacjami, które będziemy w wiarygodny i sprawdzony sposób zdobywać, aby ułatwić i umożliwić zakupy w regionie (jeżeli posiadacie Państwo już jakieś sprawdzone informacje prosimy o udostępnianie ich w celu podzielenia się tą informacją z zainteresowanymi na naszej stronie internetowej i facebooku).
Prosimy o feedback


















